Artykuły
Data dodania: 27 stycznia 2015
Magdalena Pawlica

Ostatki w Śląskim


 

Tanzber w Sambrowicach, fot. R. Garstka

Tradycje wodzenia niedźwiedzia w Raciborskiem są z goła inne. Niedźwiedzie chodziły często we trójkę lub w czwórkę, bez towarzysza. Postacie te miały ubrane na lewą stronę kożuchy, na głowach zaś czapki futrzane tzw. baranioki. Znana była też tradycyjna forma wodzenia niedźwiedzia.
W Sambrowicach zwana Tanzberem, odbywa się w dalszym ciągu w ostatnią sobotę karnawału. Zobaczymy tu dwa niedźwiedzie: dużego zwanego Misiem i mniejszego Tanzbera. W postacie misiów wcielają się młodzieńcy przebrani w futro ze specjalnie przygotowanej kręconej słomy owsianej, która waży – uwaga! – ok. 40 kg! Obchód korowodu trwa kilka godzin, a głównym momentem jest rytualny „mord” Misia, obwinianego o zło, jakie wydarzyło się w miejscowości. Jest to także symbol kończącego się karnawału. Przy życiu pozostawia się jedynie Tanzbera. Widowisko kończy się przeniesieniem „zabitego misia” do stodoły.

Tanzber w Sambrowicach, fot. R. Garstka

 

Ciągle żywe są także tradycje Wodzenia Bera w Sławikowie. Każdego roku grupa mieszkańców tej miejscowości żegna karnawał w ten oto sposób: sławikowskie Bery od rana odwiedzają gospodarzy z okolicznych wiosek (Lasaki, Sławików i Łubowice w gminie Rudnik), łącznie około 140 gospodarstw i domów; grają, tańczą, śpiewają, wystawiają mandaty i piją za zdrowie! Wszystko zgodnie z odpustową tradycją, a wieczorem około 19.00 pojawiają się na wspólnej zabawie, podczas której niedźwiedź zostanie zgładzony! Podczas odwiedzin mieszkańcy tańczą z misiem, co ma im zapewnić powodzenie i urodzaj.

 

Wodzenia Bera w Sławikowie, fot. G. Nowak

Wodzenia Bera w Sławikowie, fot. G. Nowak

Wodzenia Bera w Sławikowie, fot. G. Nowak

 

 

W Gliwickiem, zapustnemu niedźwiedziowi odzianemu w słomiane powrosła towarzyszyli przebierańcy: policjant, harmonista i baba (przebrany mężczyzna), zbierająca datki do koszyka. Maszkary tańczyły, płatały figle i podbierały jedzenie. Wierzono, że tańce z niedźwiedziem zapewnią gospodarstwu dostatek, a uskubana zeń słoma – obfitość drobiu.

Podobnie i w kilku miejscowościach powiatu lublinieckiego, zobaczymy barwne grupy przebierańców zwanych Dziadami, Muszynami i Niedźwiedziami. W każdej grupie znajdziemy „niedźwiedzia”. Tutejszy korowód nie jest jednak znany z nazwy pt. „wodzenie niedźwiedzia” i nie praktykuje się tutaj sądu nad niedźwiedziem. W niektórych miejscowościach uczestnicy zabawy przyrządzają z zebranych jaj jajecznicę zwaną smażonką. W miejscowościach: Chwostek, Dronowice, Hadra i Mochała lokalna nazwa misiów to Dziady, w Kochcicach – Murzyny, a w Kochanowicach i Lubockiem – Niedźwiedzie.
W Lublinieckiem, niedźwiedź był i nadal jest główną postacią zapustowego obrzędu. Dawniej, obok niego występował dziad, który zbierał datki do koszyka. Do tego orszaku należał także chłopak przebrany za kobietę, który udawał, że chce obdarować dzieci cukierkami, a faktycznie smarował je sadzą. Grupa powiększona była często o policjanta, a niekiedy nawet o postać diabła. Barwnemu korowodowi towarzyszyli lokalni muzykanci przygrywając i śpiewając:

„Zagrajcie niedźwiedziowi, żeby skakał ku cieniowi,
A on skacze ku mnie, czuje placek u mnie”.

Niedźwiedź tańczył potem z babą w takt melodii, a grupa śpiewała:

„I tak mnie chwycili, tak mnie przywitali,
Zegarek mi wzięli, leńcuch mi dali

Potem niedźwiedź tańczył sam, a wszyscy obecni śpiewali

„Miała baba Herumina, raz!
Wsadziła go do komina, dwa!
Heruminie, ty pierzynie,
Co tam robisz w tym kominie?
Raz, dwa trzy! (…)

Na Żywiecczyźnie, u podnóży gór Romanka i Pilska, w miejscowościach Sopotnia Mała i Sopotnia Wielka znany był zwyczaj chodzenia Pielgrzymów i Mięsopuśników. Grupa Pielgrzymów z Sopotni Wielkiej składała się z siedmiu osób, a więc Jeźdźca na drewnianym koniu, trzech Pielgrzymów, Śmierci, Dziada i Dziadówki. Niektórzy wkładali maski lub malowali twarze. Barwnej grypce towarzyszyli muzykanci. Organizatorem grupy był mężczyzna przebrany za Jeźdźca. Przed wyruszeniem, przebierańcy naradzali się, które domostwa odwiedzą, wybierając głównie te, w które zamieszkiwały ładne panny. Zaś Mięsopuśnicy z Sopotni Małej, odwiedzający gospodarstwa od ostatkowej niedzieli do wtorku, tworzyli grupę składającą się z: Konia, kilkoro Diabłów, Śmierci, dwóch Pielgrzymów oraz muzykantów. Koń popisywał się sprawnością, Diabły psociły w izbie, gospodarze częstowali przybyłych jadłem i wódką, a gospodynie dawały grupce datki. Opuszczając domostwo, w którym gościli śpiewali:

„Wiśta koniu do pola
Ta dziewczyna nie moja,
Kieby mi cię kcieli daj,
Uczyłbyk cię w karty graj”

W niegościnnych domach, przebrany za Śmierć znaczył kredą krzyżyki na drzwiach stajni, chlewu czy psiej budzie oznajmiając ponuro: „tu cosik w tym roku zdeknie”, wówczas przerażone gospodynie śpiesznie wychodziły z ukrycia i dawały pielgrzymom jajka i datki.
Niestety, znane niegdyś na Żywiecczyźnie zwyczaje ostatkowe pozostały już tylko w opowieściach oraz programach zespołów folklorystycznych. Obecnie zwyczaje przebierańców Mięsopuśników znajdują się w programie Zespołu Regionalnego „Romanka” z Sopotni Małej pt. Ostatki z Romanką. Współczesne zapusty nadal obfitują w jadło i napitki.